Rodzina siatkarka żegna wielkiego przyjaciela polskiego sportu. Postać Pana Prezesa, bez reszty oddanego Polskiej Siatkówce, jest niezwykle barwna. Tak jak barwne były czasy, w których przyszło mu żyć…

Przypominamy fragmenty wywiadu, którego przed kilku laty udzielił magazynowi „Polska Siatkówka”.

Pan Tadeusz

Bohater tego tekstu nie jest fikcja literacką. Siatkarski Pan Tadeusz jest postacią jak najbardziej prawdziwą a jego barwne losy są materią, która pozwala na próbę popełnienia całkiem zgrabnej literatury.

REKORDZISTA PRUSZKOWA

Tadeusz Sąsara, honorowy prezes Polskiego Związku Piłki Siatkowej urodził się w Skarżysku – Kamiennej, ale związek z ziemią kielecką miał wymiar incydentalny, bowiem kilkumiesięczny Tadeusz przeprowadził się z rodzicami do Pruszkowa. Dorastający Tadzio wykazywał się imponującymi osiągnięciami sportowymi.  – Byłem reprezentantem szkoły w koszykówce i lekkiej atletyce. Do dziś  jestem rekordzistą szkoły w rzucie piłką palantową, oszczepem i dyskiem – informuje z dumą.

KARIERA NA TACZKACH

Tempo wydarzeń z młodość Pana Tadeusza jest z dzisiejszej perspektywy zawrotne. Po zdobyciu matury, podejmuje pracę w kopalni uranu w Kowarach koło Jeleniej Góry, jako urzędnik w dziale socjalnym. –Trafiłem tam bo znałem język rosyjski, a kierownictwo to byli towarzysze radzieccy – wyjaśnia.  – Cały urobek ładowano na ciężarówki wieziono do Legnicy a stamtąd samolotami do Związku Radzieckiego –  wspomina.

Rok 1956. Następuje czas odwilży. Robotnicy żądają rozliczeń z aparatem władzy, który klasie robotniczej raczej nie służył. Tak też się działo w kopalni Tadeusza Sąsary.  – Górnicy wywieźli na taczkach mojego bezpośredniego przełożonego a mnie „wwieźli” na stanowisko kierownika działu organizacyjno-administracyjnego kopalni. Wtedy miałem 19 lat… –  wspomina. Kilka miesięcy później kopalnię zlikwidowano z powodów ekonomicznych. Tadeusz Sąsara, zostaje kierownikiem oddziału powiatowego Polskiego Czerwonego Krzyża w Kamiennej Górze. – Obsadziłem na zachodzie około 5. tysięcy rodzin repatrianckich. Wprowadzając ich do niektórych gospodarstw miałem  wrażenie, że jeszcze wczoraj byli tam poprzedni mieszkańcy – dodaje.

COME BACK MAZOWSZE

Po odbyciu służby wojskowej nasz bohater wraca do Pruszkowa, a w Warszawie pracuje w organizacji młodzieżowej, w której dochodzi do stanowiska starszego inspektor sportu, turystyki i obozownictwa, ale już wówczas było się zwracać do niego per: Panie Prezesie. Zgodnie bowiem z ówczesnym zwyczajem wyróżniający się działacze młodzieżowi delegowani byli do prac w związkach sportowych.  Sąsarze przypadł zarząd Polskiego Związku Kolarskiego.

COME BACK DOLNY ŚLĄSK

W roku 1969, już jako pracownik studenckiego biura podróży Juventur zostaje oddelegowany na pół roku do pracy… w Karpaczu.  – Nie będę krył, że powracając na Dolny Śląsk zyskałem finansowo. W Warszawie jako instruktor zarabiałem 1.600 złotych, a w Karpaczu jako dyrektor 2.500, plus samochód i wyżywienie. W Karpaczu zamiast 6 miesięcy spędziłem 6 lat. To był dla mnie bardzo udany czas. – wspomina były dyrektor ośrodka Juventur w Karpaczu. – Działałem też w KS Śnieżka pozostawiając po sobie wyremontowany tor saneczkarski i honorowe członkostwo w klubie – dodaje.

COME BACK WARSZAWA

W uroczym kurorcie pod Śnieżką żyło się rodzinie Sąsarów, jak u Pana Boga za piecem, ale zapada decyzja o powrocie do stolicy. Walter Poleszczuk, kierownik wydziału sportu urzędu miejskiego w Warszawie (były reprezentacyjny siatkarz), zaproponował Sąsarze posadę zastępcy dyrektora ds. sportu Warszawskiego Ośrodka Turystyki i Wypoczynku Wisła. Następuje życiowa stabilizacja. – Pewnego dnia otrzymałem od I sekretarza Komitetu Miejskiego Polskiej Zjednoczonej Partii Robotniczej, działającego z kolei z dyspozycji premiera Jaroszewicza, polecenie zakupu dla naszego ośrodka 10 powiększonych o 4 pasażerów fiatów 125 .tzw. „.jamników”, które miały wozić po Warszawie turystów. Kiedy przeprowadziłem kalkulację wyszło, że absolutnie nie stać nas na ten zakup i do transakcji nie doszło – wspomina.  Jednak I sekretarz dowiedział się o niesubordynacji dyrektora WOTW i wydał polecenie: „Sąsara nie ma prawa być dyrektorem czegokolwiek w Warszawie i jej okolicach”.  – Pomógł mi wówczas Piotr Nurowski, który mnie dobrze znał.  Wymyślił, że zostanę „schowany”, jako zastępca dyrektora w hotelu Polonia – Metropol. W takich okolicznościach branża hotelarska zyskała sprawnego menedżera a i sport nie stracił.

Hotele zarządzane przez Tadeusza Sąsarę zawsze sprzyjały sportowcom, ba nawet ich hołubiły. Ludzie sportu zawsze mogli liczyć, że placówkach podlegających Sąsarze, znajdzie się nocleg i to jeszcze ze sporym rabatem. Miejscem szczególnym dla polskiego sportu było ostatnie piętro hotelu Grand, gdzie powstał pierwszy i przez wiele lat działał jedyny klub olimpijczyka z salą tradycji i niezwykle przydatną salą konferencyjną.

SIATKÓWKA KONTRA KOSZYKÓWKA

Ze względu na koszykarskie korzenie (gra w Zniczu Pruszków i Górniku Wałbrzych) wydawało się, że naturalnym kierunkiem działania Tadeusza Sąsary będzie ta właśnie dyscyplina. Jednak o młodego, energicznego działacza starał się także ówczesny prezes PZPS, Stanisław Romański okazał się skuteczniejszy od federacji koszykarskiej. W roku mistrzostwa olimpijskiego polskich siatkarzy Tadeusz Sąsara został wiceprezesem PZPS. Dwa lata później prezes Romański został oddelegowany na szefa sportu Centralnej Rady Związków Zawodowych. – W związku z tym konieczne były nowe wybory. W hotelu Polonia – Metropol, gdzie pracowałem, zostałem wybrany na pierwszą kadencję – wspomina prezes Sąsara.

INNE CZASY

Tadeusz Sąsara stanął na czele związku po złotych medalach mistrzostw świata (1974) i Igrzysk Olimpijskich w Montrealu. Złota era jednak się skończyła. Z dzisiejszej perspektywy kolejnych pięć srebrnych medali siatkarzy w mistrzostwach Europy (1975, 1977, 1979, 1981, 1983) powinno być jednak odpowiednio docenionych. – Tamte medale w ogóle nie było odnotowane i docenione. 25 dolarów dla zawodnika za wicemistrzostwo Europy, bez trenerów i  sztabu medycznego. Dieta dzienna wynosiła 5 dolarów – przypomina prezes Sąsara.

Czas prezesury Tadeusza Sąsary to okres ogromnych trudności ekonomicznych w Polsce, stanu wojennego i skomplikowanych stosunków międzynarodowych, z bojkotami Igrzysk w Moskwie (1980) i Los Angeles (1984). Sport nie był wyspą, której te zdarzenia i okoliczności nie dotykały. Wydaje się więc, że motywowanie zespołów było niezmiernie utrudnione. – Motywacja  była jedna: wygrać mecz. Przed potyczkami ze Związkiem Radzieckim nasi motywowali się np. zawołaniem: „Za Wilno” – mówi Sąsara.

COME BACK 2002

Rok 2002 to rok trudny w historii polskiej siatkówki. Związek miał ogromne długi, były podejrzenia o malwersacje, wstrzymano finansowanie z budżetu, wycofał się sponsor. Wszystko to miał na nowo „posklejać” prezes honorowy, choć zadania z honorami się raczej nie wiązały.  – Zrobiłem to na prośbę kolegów. Zaznaczyłem jednak, że będę pełnił tę funkcje tylko do nadzwyczajnego zjazdu. Nie twierdzę, że  w ciągu tych czterech miesięcy wszystko mi się udało, ale próbowałem się zamierzyć z tym problemem – wspomina.

Podczas nadzwyczajnego zjazdu PZPS prezesem ponownie zostaje, mocno wpierany przez prezydenta Międzynarodowej Federacji Piłki Siatkowej (FIVB)  Janusz Biesiada.  – Zawiodłem się na prezydencie Acoście. Ja byłem człowiekiem starej daty, pełnym jeszcze ideałów a on był już w XXII wieku, człowiekiem patrzącym przez pryzmat komercji i własnych interesów – opowiada  Tadeusz Sąsara.

NIESTRUDZONY

Prezes Sąsara nadal jest człowiekiem bardzo aktywnym i zapracowanym. W roku 1991 założył i do dziś mocno angażuje się w prace Fundacji Rehabilitacji Kardiologicznej. Sportowi pomaga działając w Fundacji Kształcenia i Dokształcania Trenerów Polskich Związków Sportowych a samej siatkówce jako Przewodniczący Rady Fundacji „Polska Siatkówka”. – W zeszłym roku zorganizowaliśmy zawody sportowe dla dzieci i młodzieży za około milion złotych – podkreśla z dumą.

MARZENIA

Nie marzę by z każdej imprezy nasze drużyny przywoziły medale. Konkurencja jest zbyt duża. Marzę jednak by nie wypadały poza miejsca 6., by w halach tłumy dzieciaków uganiały się za piłką, najlepiej do siatkówki a nasi kibice zawsze wypełniali trybuny i bawili się znakomicie – kończy prezes honorowy Polskiego Związku Piłki Siatkowej, Tadeusz Sąsara.

Od autora: Wiele z siatkarskich marzeń Pana Prezesa się spełniło. Siatkówka jest w Polsce sportem bardzo popularnym, coraz bardziej powszechnym a trybuny wypełniają się fantastycznymi, pełnymi pozytywnej energii kibicami. Taką energią zarażał nas Pan Prezes. Jakże był niezmiernie szczęśliwy, kiedy to w roku 2014 polscy siatkarze, przed polską publicznością zdobyli mistrzostwo świata. Teraz przed nami zadanie nadal spełniać marzenia Prezesa Tadeusza Sąsary, bo to są marzenia wszystkich kibiców, siatkarek, siatkarzy, trenerów…

źródło: www.pzps.pl

Tadeusz Sąsara – wspomnienie

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *